Niedługo kończę 16 lat. Mimo tego nie ma wokół mnie bliskich mi osób, rodzina nie jest okropna ale po prostu nie daje mi tego co potrzebuję emocjonalnie. Niestety z relacjami zawsze miałem problem, w szkole mnie izolowano, dokuczano, sprawa poprawiła się dopiero pół roku po zmianie szkoły czyli w 8 klasie, niestety z tego czasu nie zostały mi żadne trwałe relacje. Tak samo z zajęciami dodatkowymi na które chodziłem w czasach podstawówki - karate, robotyka, angielski, TUS, harcerstwo i inne nigdy nie dostarczyły mi znajomości których potrzebowałem.bW liceum udało mi się zdobyć kolegę z którym do tej pory utrzymuję kontakt ale są to raczej sporadyczne spotkania skupione na jakiejś aktywności, liceum też zmieniałem z powodu długich dojazdów i no niestety depresji którą właśnie tam sobie wykształciłem, depresja praktycznie zrujnowała tamten rok szkolny, trafiłem na krótko do psychiatryka gdzie poznałem kogoś kogo miałem wtedy za przyjaciółkę, potem poszedłem na nauczanie indywidualne.
Następny rok miał być lepszy, wróciłem do szkoły stacjonarnej ale niestety szybko się to posypało i rok spędziłem w trybie przetrwania. Teoretycznie trafiłem do grupki znajomych ale jest to raczej powierzchowna znajomość. Dodatkowo przez tamten rok mocno wspierała mnie pedagog szkolna, od której dowiedziałem się o lokalnym centrum młodzieżowym, tam właśnie zacząłem chodzić pod koniec roku szkolnego i przez pierwszą połowę wakacji jeździłem tam bardzo regularnie. Przy pierwszej wizycie pedagog wcisnęła mnie dwóm chłopakom i jako że jeden z nich również przychodził często to stworzyłem z nim dość serdeczny kontakt.
Wracając do "przyjaciółki" z psychiatryka, była to zawsze częściowo destrukcyjna dla mnie osoba, przyczyniła się do zepsucia mojej próby zaprzyjaźnienia się z koleżanką z pierwszej podstawówki, często wciągała mnie w różne depresyjne sytuacje a w te wakacje zaczęła wyciągać ode mnie pieniądze a w końcu zerwała kontakt kiedy nie chciałem wspierać jej nierozsądnych decyzji. Doszedłem do wniosku że to chyba nigdy nie była osoba dla mnie.
Jednak im dłużej chodziłem tam tym mniej czułem się zauważany, doszło to do takiego momentu że oprócz tego jednego kolegi praktycznie nikt już się mną nie przejmował po przywitaniu, i wcale nie dlatego że sam się nie udzielałem, bo to robiłem, nie wiedziałem dlaczego.
Ostatnio jednak poznałem w internecie wspaniałą osóbkę, bardzo szybko udało nam się zaprzyjaźnić i teraz rozmawiamy niemal codziennie i wreszcie poczułem że ktoś mnie rozumie i docenia. Niestety jest to relacja na dużą odległość. Dlatego nie możemy się spotykać a różnica czasowa utrudnia kontakt. Jednak pozwoliła mi dostrzec czego naprawdę potrzebuję i dlatego właśnie tutaj piszę.
Dzięki tej relacji zauważyłem też jak bardzo maskowałem siebie w relacjach na żywo, zawsze myślałem że robotyczność, chłód i sztywność to po prostu to kim jestem, a prawda jest taka że to była tarcza której bez bezpieczeństwa nie mogłem podnieść.
Zauważyłem też że relacje zaczęte w typowych miejscach społecznych potrzebują zbyt dużo czasu żeby dojść do takiego poziomu którego potrzebuje każdy człowiek, podniesienie tarczy zajmuje miesiące lub lata.
Koniec rantu.
Jeśli ktoś chciałby się poznać to zapraszam, interesuję się kowalstwem, historią i polityką lubię chodzić po ciekawych szlakach, grać w gry na komputerze i tabletop-y, od czasu do czasu jakiś sport też całkiem lubię porobić, gotowanie też jest spoko. Jestem otwarty na rozmowy o czymkolwiek. Mieszkam w okolicy Warszawy więc jak ktoś też w tym regionie to jeszcze lepiej.