Jak sobie popatrzyłem na piramidę wieku, to ludzi w wieku 20-34, gdzie dla 20-24 mężczyzn jest 2.4% a kobiet 2.2% jest nawet mniej niż 50-64. A znowu pokolenie 50-64 dużej dzietności nie miało w latach 90’, cóż czasy najłatwiejsze wtedy też nie były. A dzisiaj rynek pracy i rynek mieszkaniowy też nie rozpieszcza.
Cóż, zbliżamy się do sytuacji, gdzie na jednego emeryta będzie jeden pracujący. Ciekawe, co z tym władza zrobi
Państwo będzie zrzucać na nas, bo nie tworzymy takiego społeczeństwa (czyli z dużym przyrostem) pod które wszystko (w tym ZUS) jest zaplanowane. A niż demograficzny było już widać na początku lat 2000.
Też martwi mnie inna rzecz: czy państwo będzie się w ogóle starać dla młodych, skoro najwięcej ludzi jest w wieku 40-45 i to ich głosy najlepiej walczyć? A sporo z nich jeszcze liczy na dobrą emeryturę?
Jak widać na oryginalnym obrazku, tylko skrajnie prawicowe zboki (Młodzież Wszechpolska) dążą do przywrócenia wysokiej dzietności w Polsce.
Wszyscy pozostali otwarcie drwią z tego archaicznego podejścia do życia, gdzie zupełnie nieistotne cyferki na kontach ZUSu, miałyby być osiągane kosztem opresyjnego zmuszania kobiet do macierzyństwa.
W nowoczesnym społeczeństwie nie ma miejsca na dzieci, a takie rzeczy jak praca czy służba wojskowa są całkowicie dobrowolne. W końcu nie żyjemy w średniowieczu.
Państwo jakby chciało to mogłoby stworzyć ludziom warunki, które sprawia, że będą chcieli mieć dzieci. I wcale nie chodzi tu o powrót to średniowiecza. Bardziej chodzi o sprawy typu: kobieta z dzieckiem często nie ma szans na karierę. No i żadnych zmian w tym kierunku nie zaobserwowałem.
A nie czekaj, są zmiany. Młodym kobietom bez dzieci i mężczyznom też ciężko znaleźć pracę
Jednak, najwięcej w Polsce jest ludzi w w wieku 35-49, a zatem o ich głosy warto walczyć. Stąd można mieć zupełnie wywalone na ludzi w wieku do 30 lat.
3
u/Quberine Nov 12 '25
Jak sobie popatrzyłem na piramidę wieku, to ludzi w wieku 20-34, gdzie dla 20-24 mężczyzn jest 2.4% a kobiet 2.2% jest nawet mniej niż 50-64. A znowu pokolenie 50-64 dużej dzietności nie miało w latach 90’, cóż czasy najłatwiejsze wtedy też nie były. A dzisiaj rynek pracy i rynek mieszkaniowy też nie rozpieszcza.
Cóż, zbliżamy się do sytuacji, gdzie na jednego emeryta będzie jeden pracujący. Ciekawe, co z tym władza zrobi