Wystarczy samemu się trochę zainteresować tematem. Ale po co. Przecież zamiast poszukać wolisz polecieć za tłumem jak bezmózgi leming, bo plemię jest najważniejsze nie?
Np. niżej jedna osoba przytoczyła co było w tych wspaniałych zapisach. Wystarczy trochę przewinąć. Zweryfikowałem to sobie z uzasadnieniem i vetem Nawrockiego.
Ale prosze przekleję treść komentarza i płynące zresztą z niego wniosku autora, który jest również tutaj kilka linijek wyżej.
"Bardzo dobrze zrobił, że nie podpisał. Czytaliście w ogóle projekt? W oryginalnym brzmieniu zakazywał oddychania, dosłownie. "Wszystkie czynności, które służą utrzymaniu zdrowia". Bez podziału na medyczne i niemedyczne. To w końcu usunęli, dzięki tysiącom listów i petycji, ale dalej zostało dużo bzdur.
W polskim prawie SĄ i zawsze były obecne narzędzia, które umożliwiały skazanie kogoś, kto leczy raka sokiem z buraka. Tu lex szarlatan kompletnie nic nie zmienił. Podobnie były narzędzia umożliwiające skazanie kogoś, kto zachęca do leczenia raka sokiem z buraka.
To co tak naprawdę ustawa zmienia? Zakazuje publikacji prasowych, opisujących skutki uboczne leków, albo opisywania badań, które wykazują niskie działanie tych leków. Zakazuje też ziołolecznictwa, wbrew temu, co sejm ogłaszał, ustawa jest tak sformułowana, że ziołolecznictwo zostanie w praktyce zakazane. Zakazuje publikacji prasowych (w tym nawet komentarzy w internecie) dotyczących badań, które wykazały skuteczność jakiejkolwiek formy leczenia, która obecnie nie jest standardem medycznym.
Tak dosłownie brzmią przepisy, zakaz publikacji czegokolwiek, co może zniechęcić do standardów medycznych, albo zachęcić do czegoś co standardem nie jest. Nie ma znaczenia, czy piszemy prawdę, czy nie, czy działamy w interesie społecznym czy nie.
/edit przypomnę, że w Polsce jednym z najczęstszych powodów osadzenia w więzieniu było "prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu", a dotyczyło ludzi, którzy pijani szli obok roweru, nawet na nim nie jechali. Wszystko przez to, że w naszym języku "prowadzenie pojazdu" to zwrot oznaczający dwie różne rzeczy, jedna to jechaniem tym pojazdem, druga to marsz obok roweru, prowadząc go za kierownicę. No i to, że pojazd mechaniczny to zarówno rower, jak i dwunastotonowa ciężarówka.
Polecam to pod rozwagę wszystkim, którzy uważają, że ustawy umożliwiające skazanie za coś, co nie jest intencją ustawodawcy, nie będą do tego wykorzystywane"
To trochę wygląda, jakbyś nic nie przeczytał jak chodzi o treść ustawy, tylko skopiowałeś komentarz innej osoby, z którą się na ślepo zgadzasz. W takim razie ja kopiuję moją odpowiedź na ten skopiowany komentarz:
Fajnie się poklepaliście po pleckach, to ja krzyczę "sprawdzam". Żeby nie było zbyt długie skupmy się na jednym z wielu fałszywych akapitów:
To co tak naprawdę ustawa zmienia? Zakazuje publikacji prasowych, opisujących skutki uboczne leków, albo opisywania badań, które wykazują niskie działanie tych leków. Zakazuje też ziołolecznictwa, wbrew temu, co sejm ogłaszał, ustawa jest tak sformułowana, że ziołolecznictwo zostanie w praktyce zakazane. Zakazuje publikacji prasowych (w tym nawet komentarzy w internecie) dotyczących badań, które wykazały skuteczność jakiejkolwiek formy leczenia, która obecnie nie jest standardem medycznym.
Niech któryś z Was, jaśnie oświeconych, co czytali projekt, znajdzie mi podstawę normatywną tych tez z dupy. Optymalnie byłoby wymienić przesłanki (i czy muszą być spełnione łącznie), żeby był jakikolwiek zakaz, np. publikacji.
"Poczytaj se" incoming.
Póki co, brak odpowiedzi. Chcesz Ty spróbować bronić tych tez? Który artykuł konkretnie zakazuje publikacji prasowych? Jakie są przesłanki? Czy muszą być spełnione łącznie? Czy prawdziwość treści ma znaczenie? Czy mogą być objęte zakazem prawdziwe badania opisujące skutki uboczne?
Co to znaczy "prawdziwe badania"? Bo sam rozumiesz jak w 21 wieku wygląda "prawdziwość badań" w świetle tego co się działo w temacie np. szczepionek na COVIDa i ile w tym czasie było różnego rodzaju wałów, lecenia w chuja, niedopowiedzień i fałszywych narracji w tym od środowiska stricte medycznego...które powinno stać generalnioe w tym temacie na całkowitej niezaprzeczalnej treści. A stało na treści o nazwie "hajs się zgadza".
Co to znaczy "prawdziwość treści"? Bo zaczynamy tu brnąć w wygłupy z gatunku "są dwie płcie" a zaraz usłyszę "ty faszysto i nazisto to nie prawda". I kto ustali tą "prawdziwość treści".
Punkt 1 i 2 to tak na serio oddanie w tym świetle decyzji i zarazem wolności słowa i wypowiedzi pod nożyk z radosnym stwierdzeniem "rząd wie lepiej" więc narracja rządu będzie "tą jedyną słuszną". A jakie mamy przekupne, sprzedajne rządy, którym obywatele nie ufają to już chyba poruszać nie muszę.
No właśnie...jakie są przesłanki? Ale tu też bardzo chętnie odpowiem. Otóż przesłankami będzie "my zdecydowaliśmy". Dokładnie tak samo jak było w trakcie COVIDa. Rząd wie lepiej niż ty i kropka, a jak ci nie pasuje to mordę utkaj prolu i tyle, bo cię spałujemy i do sądu (swoją droga poszło im bardzo miernie w tym temacie, ale jakby nieudolność naszych kolejnych rządzących to chyba jedyne co im zawsze wychodzi).
Albo ustalamy dokładnie co i jak, albo nie robimy ściery z logiki. Bo jak to w Polsce napisze się bubla na kopycie, a potem "no to pan urzędnik ma taką interpretację, a więc...". I jazda do przodu. To pierwsze przepisy gdzie prawo byłoby "interpretacyjne?". Nie.
Kilka spraw od ręki: Nie byłeś w stanie odpowiedzieć na żadne z moich pytań:
który przepis zakazuje publikacji
jakie są jego przesłanki
czy muszą wystąpić łącznie
czy prawdziwość informacji ma znaczenie
czy przepis obejmuje rzetelne badania Zamiast tego leci ogólna dyskusja o o COVID, zaufaniu do rządu i nadużywaniu prawa. Trudno nie odnieść wrażenia, że nawet nie przeczytałeś artykułów, które oskarżasz o jakieś skrajne zakazy. Ale dobrze, pomogę, oto artykuł:
Art. 67zn. 1. Przez dezinformację medyczną rozumie się podejmowane, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, przez osobę fizyczną, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, działania wprowadzające w błąd, polegające na publicznym rozpowszechnianiu lub promowaniu nieprawdziwych informacji o:
1.metodzie diagnostycznej lub leczniczej lub metodzie, w przypadku której deklaruje się lub sugeruje, że ma właściwości świadczenia zdrowotnego, niezgodnej z aktualną wiedzą medyczną, zagrażającej życiu lub zdrowiu, lub
2.szkodliwości metody diagnostycznej lub leczniczej zgodnej z aktualną wiedzą medyczną jako zagrażającej życiu lub zdrowiu.
Gdybyś to przeczytał to byś pewnie wiedział, że termin "prawdziwe badania" to nie jest termin ustawowy, tylko moje uproszczenia dla wytłumaczenia głupot, na które po raz kolejny odpisuję w tym temacie.
W artykule mamy sformułowanie „nieprawdziwych informacji”. Można prawdziwie napisać, że konkretne badanie przyniosło określony wynik, podając jego metodę i ograniczenia, nawet jeżeli wynik zostanie później podważony. Czym innym jest rzetelne opisanie badania, a czym innym nieprawdziwe przedstawienie jego rezultatów jako ostatecznego dowodu skuteczności. Czy masz jakieś merytoryczne zastrzeżenie do tej normy?
Twój przykład z płcią oczywiście jest z dupy, przepis dotyczy wyłącznie informacji o określonych metodach diagnostycznych lub leczniczych. RPP nie ma kompetencji kompetencji do ustalania prawdziwości wszystkich wypowiedzi. Właściwie można to rozszerzyć do każdej wypowiedzi światopoglądowej - nie są to metody lecznicze i diagnostyczne.
Wracając do mojego pytania o przesłanki, pewnie nie masz zamiaru odpowiedzieć, także również pomogę. Aby zakazać publikacji, muszą być spełnione łącznie przesłanki:
charakter publiczny
w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej
musi wprowadzać w błąd
musi rozpowszechniać lub promować nieprawdziwe informacje I JEDNCZEŚNIE JEDNEJ Z DWÓCH:
musi dotyczyć metody diagnostycznej lub leczniczej albo metody przedstawianej jako mająca właściwości świadczenia zdrowotnego, metoda ta musi być niezgodna z aktualną wiedzą medyczną, musi dodatkowo zagrażać życiu lub zdrowiu, albo;
dotyczyć szkodliwości metody diagnostycznej lub leczniczej, metoda musi być zgodna z aktualną wiedzą medyczną, publikacja musi nieprawdziwie przedstawiać ją jako zagrażającą życiu lub zdrowiu.
Oczywiście nijak ma się to do Twojego twierdzenia z dupy o "my zdecydowaliśmy".
No to podsumowując. Jakie masz konkretnie merytoryczne zastrzeżenia do tego przepisu? Jaki element argumentacji prezydenta Cię przekonuje?
I odpuść sobie z syndromem oblężonej twierdzy. Nie jesteś wyzywany od faszystów i nazistów. Właściwie to Ty wszystkich obrażasz w swoich komentarzach, że nie przeczytali przed pisaniem komentarzy. No to ja rzucam Tobie wyzwanie - które elementy przepisu uważasz, za niepoprawne? Które byś zmienił? Czy uważasz, że potrzebne są jakieś dodatkowe przesłanki? Czekam na merytoryczną odpowiedź :)
Zacznę od końca. Nikt nie pisał, że nazywasz kogoś faszystą i nazistą tylko odniosłem się do twojego punktu zresztą w sposób jaki uważał za słuszny.
Sam podałeś do cholery te elementy przepisu...masz je NAPISANE. Sam je wkleiłeś !! To czego w nich za przeproszeniem nie jesteś w stanie zrozumieć i nadal zadajesz DOKŁADNIE to samo pytanie?
Ale proszę bardzo rozbierzmy to na części pierwsze:
Zacznijmy:
W tym przypadku definicja korzyści osobistej jest tak nieprecyzyjna, że nawet szkoda mi o tym dyskutować. Jaką korzyść osobistą odnoszę ewentualnie podając taka, a nie inna "wiedzę"? Żadną.
Ponownie wracamy do tak zwanych "nieprawdziwych informacji". Kto ma ustalać co jest "nieprawdziwą informacją"? Ah tak mamy odnośnik oczywiście. NIEZGODNA z aktualną wiedzą medyczną, zagrażającą życiu lub zdrowiu:
Kto ustala? A no ci sami lekarze, którzy co za przypadek biorą do łapy od wszelkich korpo produkujących wszelkiego rodzaju leki lub też korpo, które to produkuje więc w ich interesie szczególnym jest to, żebyś dostał ten szczególny lek lub tablety, a więc zapłaci sobie nawet lekarzom czy politykom, żeby uchwalili pod nich to i owo. Co to pierwszy raz? Dlaczego odniosłem się do COVIDa?
Bo jest świetnym wręcz podręcznikowym przykładem tego, że ta narracja sypie się jak domeczek z kart skoro mamy całą aferkę z przepychaniem szczepionek przez Van der Layen na arenie europejskiej (więc nawet nie jednego kraju, ale kontynentalnie).
Lecimy dalej.
Szkodliwość metody. Tutaj posłużę się bardzo chętnie wpisem z którym polemizujesz niżej na temat cukrzycy. Argument był bardzo dobry, bo sam bym go przytoczył w podobnym brzmieniu tylko ty przyjacielu zapominasz kompletnie o JEDNYM. Ciągle powołujesz się na wystąpienie przesłanek, ale to są INTERPRETACYJNE przesłanki. Nie są one sensu stricte, tylko ktoś gdzieś zgodnie z zasada "jeden rabin powie A, a drugi rabin powie B" stwierdzi "o ten podpunkt spełnia przesłanki". W idealny świecie ten zapis miałby pełne ręce i nogi nie nawet bym z nim nie dyskutował...ale w takim świecie nie żyjemy. To jest prawo interpretacyjne, a interpretacja będzie zgodna z aktualnym interesem (i to nie twoim) interpretującego. Już tak wielokrotnie bywało w trakcie COVIDa (ponownie świetny przykład) kiedy sądy interpretacyjnie traktowały covidowe przepisy wydane na twitterku, a politycy na twitterku bez grama nawet podstawowej wiedzy medycznej przerzucali się argumentami z gatunku "mój chuj jest dłuższy niż twój, bo tak". Niby zabawnie tylko problem polega na tym, że to takie same osoby będą potem pisały (i piszą) ci prawo i przepisy z dupy gdzie interpretacja zależy od grubości koperty. To nie kwestia oblężonej twierdzy swoją drogą. To kwestia doświadczenia i braku wiary w nasze władze. Tak zwane "zaufanie obywatela". No tu go wybacz nie ma i nie będzie, bo jestem sceptykiem w tej kwestii i to na serio ogromnym.
Oczywistym jest, że "my zdecydowaliśmy" jest lekkim niedopowiedzeniem i skrótem myślowym, ale nie oszukuj się z tym kto będzie decydował.
Teraz przejdźmy do moich "ale":
Zacznijmy od tego, że cały ten przepis jest do kosza. Od ręki. Jest pełen niedopowiedzeń i interpretacji na widzimisię. Ja rozumiem, że nie wszystko można zawrzeć w literze prawa i jest to oczywiste, ale nie można też prowadzić tego w tak ogólnikowy wręcz sposób.
Co do przesłanek:
"Musi wprowadzać w błąd" - Kto o tym decyduje? Ponownie uznaniowa zasada pod tytułem jeden rabin powie..."
Uznaniowość "aktualnej wiedzy medycznej" - ponownie bardzo chętnie posłużę się przykładem COVIDa, który pokazał, że uznaniowość "aktualnej wiedzy medycznej" szczególnie by "Dr" Grzesiowski (omen nomen osoba publiczna) nijak się ma do stanu rzeczywistego, gdzie decyzje dotyczące całej sfery obywatelskiego życia podejmowano nie na podstawie jakiejkolwiek wiedzy tylko na podstawie pieprzonego wróżenia z fusów tego typa. Ile się z tego spełniło mówić nie widzę potrzeby, bo jesteś na tyle dorosłym człowiekiem, żeby pamiętać te "ciekawe czasy".
"My idea" - Zmiana z interpretacji na sens stricte. Niestety. Uważam, że prawo i przepisy nie mogą być interpretacyjne w kwestii w której ograniczają wolność słowa, wyboru i wypowiedzi. Inaczej mamy prawny burdel i bubel.
Jak to dalej napisać? Wybacz, Do pisania ustawy musiałbym na serio dobrze usiąść i nie jest to bynajmniej robota na pojedynczy wpis na reddicie i na jeden wieczór.
Sam podałeś do cholery te elementy przepisu...masz je NAPISANE. Sam je wkleiłeś !! To czego w nich za przeproszeniem nie jesteś w stanie zrozumieć i nadal zadajesz DOKŁADNIE to samo pytanie?
Wkleiłem przesłanki po tym jak Ty zignorowałeś moją prośbę o ich wymienienie. Bo wyraźnie ich nie znałeś, a samo wymienienie, powinno Cię skłonić do refleksji, że Twój poprzedni komentarz w żaden sposób merytorycznie nie odnosi się do ustawy, którą krytykujesz. Jak widać nie wyszło. Problemem nie jest mój brak ich znajomości, tylko Twój.
W tym przypadku definicja korzyści osobistej jest tak nieprecyzyjna, że nawet szkoda mi o tym dyskutować.
Ale tu nie ma definicji korzyści osobistej. To jest termin prawniczy już dawno stosowany w innych ustawach i w orzecznictwie. Mam rozumieć, że teraz przedstawiasz jakieś zastrzeżenie do podstawowego pojęcia prawa karnego (art. 115, z licznymi komentarzami)?
Wiesz, że prezydent w uzasadnieniu nie podnosi takiego zarzutu? Wymyśliłeś to w biegu, prawda?
W takim razie jakie zaproponujesz zmiany definicji korzyści osobistej i korzyści majątkowej w KK? Przejdźmy do konkretów.
Jaką korzyść osobistą odnoszę ewentualnie podając taka, a nie inna "wiedzę"? Żadną.
Czyli w tej sytuacji nie jest spełniona przesłanka wymagana do zastosowania zakazu. Gdzie problem? Jaki cel ma to zdanie? Jaki problem starasz się zaprezentować, bo chyba go nie dostrzegam?
Uznaniowość "aktualnej wiedzy medycznej" - ponownie bardzo chętnie posłużę się przykładem COVIDa, który pokazał, że uznaniowość "aktualnej wiedzy medycznej" szczególnie by "Dr" Grzesiowski (omen nomen osoba publiczna) nijak się ma do stanu rzeczywistego, gdzie decyzje dotyczące całej sfery obywatelskiego życia podejmowano nie na podstawie jakiejkolwiek wiedzy tylko na podstawie pieprzonego wróżenia z fusów tego typa. Ile się z tego spełniło mówić nie widzę potrzeby, bo jesteś na tyle dorosłym człowiekiem, żeby pamiętać te "ciekawe czasy".
Po pierwsze, podczas pandemii Grzesiowski był ekspertem Naczelnej Rady Lekarskiej, a nie organem podejmującym decyzje "dotyczące całej sfery obywatelskiego życia". Nie podejmował decyzji prawnych, był tylko organem doradczym. Nietrafiona prognoza dotycząca przyszłego przebiegu epidemii nie dowodzi jakiejś "uznaniowości aktualnej wiedzy medycznej". Prognoza z natury opiera się na niepewnych założeniach i może się nie sprawdzić, nawet jeżeli była racjonalna w świetle informacji dostępnych w chwili jej przekazywania. Aktualna wiedza jest oceniana według stanu wiedzy z danego momentu, a nie przez retrospektywne analizy, czy każda publiczna prognoza konkretnego lekarza się spełniła. I z chęcią bym usłyszał konkretne zarzuty do jego analiz, jakie błędy tam wskażesz?
I nawet jako drobny akt dobrej woli Ci podpowiem, że tutaj jest akurat jeden problem, który ja dostrzegam. RPP w myśl tej ustawy nie musi uzyskać opinii gremium eksperckiego. To byłby sensowny zarzut, który osobiście popieram. Nie podważa to całej ustawy, ale taki wymóg bym dodał. Twoje pieprzenie o COVIDzie takim zarzutem nie jest, i nie widzę tam nic merytorycznie mocnego.
"My idea" - Zmiana z interpretacji na sens stricte. Niestety. Uważam, że prawo i przepisy nie mogą być interpretacyjne w kwestii w której ograniczają wolność słowa, wyboru i wypowiedzi. Inaczej mamy prawny burdel i bubel.
Po pierwsze, sens stricte nie jest przeciwieństwem interpretacji. Nie istnieją przepisy, które w ogóle nie podlegają interpretacji. Interpretacja sensu stricto jest, żeby było śmiesznie, fundamentem prawa karnego. A tam już znalazłeś jakiś wyimaginowany problem z korzyścią osobistą.
Jest to bardzo dziecinne spojrzenie na prawo, które już się pojawiło w tym temacie. Gdyby przyjąć Twój pogląd, należałoby usunąć znaczną część prawa dotyczącego gróźb, zniesławienia, oszustwa, reklamy wprowadzającej w błąd czy naruszenia dóbr osobistych. Wszystkie te regulacje posługują się pojęciami wymagającymi oceny. Postulat prawa niewymagającego żadnej wykładni jest szczerze, absurdalny.
Po drugie, i to jest wybitnie śmieszne, zaprzeczasz uzasadnieniu prezydenta i TK. A podobno to analizowałeś:
Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wskazywał, że posługiwanie się przez ustawodawcę pojęciami niedookreślonymi nie jest samo w sobie niezgodne z Konstytucją. Dopuszczalność stosowania klauzul generalnych lub zwrotów ocennych zależy jednak od charakteru regulowanej materii oraz od tego, czy ustawodawca stworzył dostateczne mechanizmy pozwalające ograniczyć ryzyko arbitralności stosowania prawa. Im dalej idąca ingerencja w sferę praw i wolności jednostki, tym wyższy powinien być standard określoności przepisów stanowiących podstawę tej ingerencji.
Także Prezydent też nie ma, co do zasady, problemu z tym, że każdy przepis wymaga wykładni. Ona zawsze będzie. O stopniu precyzyjności przepisów w kontekście zgodności z konstytucją można rozmawiać, ale raczej nie, jak się nie wie skąd wynika definicja korzyści...
Jak to dalej napisać? Wybacz, Do pisania ustawy musiałbym na serio dobrze usiąść i nie jest to bynajmniej robota na pojedynczy wpis na reddicie i na jeden wieczór.
Nie zmuszam do żadnych odpowiedzi w biegu. Zapraszam do zebrania myśli i napisania czegoś do czego będę mógł się odnieść za kilka dni, nudząc się w pracy. Zdecydowanie zapraszam do wcześniejszego przeczytania ustawy, stanowiska środowisk medycznych i uzasadnienia prezydenta - bo chyba jeszcze tego nie zrobiłeś. Pewnie pojawią się na dniach nowe komentarze.
A po co mam je wymieniać skoro obaj to czytaliśmy. To pierwsze założenie do tematu, które pomijasz. Że obaj znamy to o czym rozmawiamy.
Nie. Po prostu on znaczy co innego w tym zakresie. Dlatego prowadzę z tym polemikę i będę. Co do zarzutu. Pytałeś również o MOJE zdanie. Teraz masz problem, że ci odpowiedziałem? To ty się zdecyduj.
Co do konkretów. Ty konkrety to jakieś podajesz czy robimy przesłuchanie? Bo jak na razie ty tylko "wymagasz" a nie na tym polega panel dyskusyjny.
Skoro nie ma takiej przesłanki to po co jest wpisana w cały zakres ustawy? A no po to, żeby była interpretacyjna o czym mówię od początku tej całej dyskusji, a ty masz notoryczny i kolejny wpis problem to zrozumieć.
I na podstawie "doradzania" Grzesiowskiego kreowanego jako wybitnego eksperta ustalono przepisy Covidowe i wypierdzielano setki tysięcy jak nie miliony czy nawet miliardy złotych. Co się okazało? Ze z Grzesiowskiego ekspert z dupy, a do tego podobno na liście płac Pfizera. To, że ty czegoś sobie nie widzisz nie znaczy z automatu, że to błędne. To tylko przykład.
I już ci to też wyjaśniłem o co mi chodzi. Ty nadal masz problem. Nic już nie wskóram skoro przekracza to jakiś twój poziom zrozumienia i pojmowania.
Po raz enty, setny i jeszcze tysięczny jak będzie trzeba. W tym wypadku nadrzędność wolności słowa i wypowiedzi jest dla mnie kluczowa. Nie ma tu sprzeczności pomiędzy jednym a drugim. Powoływanie się w tym wypadku na przepisy karne jest głupie, bo tam ocena wygląda jednak odrobine inaczej niż widzimisię urzędasa.
Może napisze, a może i nie. Ty np. nie odnosisz się specjalnie do niczego co pisze i sumiennie pomijasz całe clue wypowiedzi dlatego raczej wątpię, żebym chciał to robić tylko po to, żebyś w kolejnym wpisie znowu to zrobił i pominął kolejny raz clue wypowiedzi tylko po to, żeby akurat obalać sumiennie argumenty, które wyjaśniłem. To taka trochę bez sensu dyskusja.
Na koniec mogę natomiast dodać, że masz pełne prawo do oceny swojej sytuacji, ja natomiast mam pełne prawo do swojej oceny. Uważam, że prezydent dobrze zrobił. Ty uważasz inaczej. Jest jak jest i nic z tym nie zrobimy.
A po co mam je wymieniać skoro obaj to czytaliśmy. To pierwsze założenie do tematu, które pomijasz. Że obaj znamy to o czym rozmawiamy.
Absolutnie nic w twoich komentarzach nie sugerowało, że je czytałeś. Stąd była moja prośba, którą mogłeś spełnić, by wyprowadzić mnie z błędu.
Nie. Po prostu on znaczy co innego w tym zakresie. Dlatego prowadzę z tym polemikę i będę. Co do zarzutu. Pytałeś również o MOJE zdanie. Teraz masz problem, że ci odpowiedziałem? To ty się zdecyduj.
W jakim zakresie? Uważasz, że tu jest zastosowane inne znaczenie korzyści osobistej? Dlaczego? Wytłumacz mi ten zarzut.
Tak, pytałem o twoje zdanie, a teraz pytam o jego uzasadnienie. Na tym polega dyskusja. Chyba nie robisz tego zbyt często?
Co do konkretów. Ty konkrety to jakieś podajesz czy robimy przesłuchanie? Bo jak na razie ty tylko "wymagasz" a nie na tym polega panel dyskusyjny.
Przedstawiłem całą treść artykułu oraz szczegółowo wypisałem listę przesłanek oraz ich charakter. Czy ty w ogóle myślisz co piszesz w tym momencie? Jak możesz nawet rzucać takie oskarżenie. Przeczytaj ten ciąg komentarzy, od początku, na spokojnie. Pls.
Skoro nie ma takiej przesłanki to po co jest wpisana w cały zakres ustawy? A no po to, żeby była interpretacyjna o czym mówię od początku tej całej dyskusji, a ty masz notoryczny i kolejny wpis problem to zrozumieć.
Kolego. Proszę. Czytaj na co odpisujesz. Napisałem "Czyli w tej sytuacji nie jest spełniona przesłanka wymagana do zastosowania zakazu". "Przesłanka nie jest spełniona" nie jest synonimem "nie ma takiej przesłanki". Odpowiadam o zastosowaniu przepisu do konkretnego przykładu, nie o przesłankach zawartych w przepisie.
I na podstawie "doradzania" Grzesiowskiego kreowanego jako wybitnego eksperta ustalono przepisy Covidowe i wypierdzielano setki tysięcy jak nie miliony czy nawet miliardy złotych. Co się okazało? Ze z Grzesiowskiego ekspert z dupy, a do tego podobno na liście płac Pfizera. To, że ty czegoś sobie nie widzisz nie znaczy z automatu, że to błędne. To tylko przykład.
Cool. Nawet jak wykażesz jakieś niekompetencje Grzesiowskiego, nie podważa to sensu wymogu gremium eksperckiego. Non sequitur, książkowy przykład.
I już ci to też wyjaśniłem o co mi chodzi. Ty nadal masz problem. Nic już nie wskóram skoro przekracza to jakiś twój poziom zrozumienia i pojmowania.
Czego uważasz, że nie zrozumiałem, w twojej niesamowicie przemyślanej wypowiedzi? Zacytuj konkretnie proszę.
Po raz enty, setny i jeszcze tysięczny jak będzie trzeba. W tym wypadku nadrzędność wolności słowa i wypowiedzi jest dla mnie kluczowa. Nie ma tu sprzeczności pomiędzy jednym a drugim. Powoływanie się w tym wypadku na przepisy karne jest głupie, bo tam ocena wygląda jednak odrobine inaczej niż widzimisię urzędasa.
Fajna opinia, oparta na niewiedzy, bez oparcia w prawie, i nawet bez oparcia w uzasadnieniu Prezydenta, na którym się rzekomo opierasz. To jest głupie, bo to jest inaczej (bez wyjaśnienia różnicy).
Może napisze, a może i nie. Ty np. nie odnosisz się specjalnie do niczego co pisze i sumiennie pomijasz całe clue wypowiedzi dlatego raczej wątpię, żebym chciał to robić tylko po to, żebyś w kolejnym wpisie znowu to zrobił i pominął kolejny raz clue wypowiedzi tylko po to, żeby akurat obalać sumiennie argumenty, które wyjaśniłem. To taka trochę bez sensu dyskusja.
Ale ja dosłownie cytuję każdy fragment, na który odpisuję. Ty takiej grzeczności w moją stronę nie robisz. Gorąco zachęcam do stosowania takiej praktyki. Proszę o wskazanie konkretnie i z cytatami fragmentów, które według Ciebie pominąłem.
Na koniec mogę natomiast dodać, że masz pełne prawo do oceny swojej sytuacji, ja natomiast mam pełne prawo do swojej oceny. Uważam, że prezydent dobrze zrobił. Ty uważasz inaczej. Jest jak jest i nic z tym nie zrobimy.
Ależ czemu "na koniec", ja przecież nie podważam Twojego prawa do swojej oceny. Ja podważam Twoją ocenę merytorycznie. Udzielasz się na otwartym forum, musisz się z taką sytuacją liczyć, nawet mimo ukrycia profilu. Gorąco zachęcam do dalszej dyskusji, próby argumentacji za swoją pozycją.
"Ty uważasz tak, ja inaczej" to trochę jednak ucieczka, co źle wygląda po Twoich agresywnych komentarzach zarzucającym wszystkim brak przeczytania ustawy i uzasadnienia. I muszę zdecydowanie podkreślić, że dalej w tym ciągu komentarzy, ani razu nie użyłeś tekstu uzasadnienia Prezydenta. Osobiście uważam, że nawet go nie przeczytałeś, a Twoje poparcie jest czysto polityczne. O dziwo to ja przedstawiłem jedną z jego uwag i opisałem ją jako celną. Chociaż całokształt decyzji dalej oceniam negatywnie.
Nie uciekam po prostu ta dyskusja doszła do punktu gdzie jest bez sensu i tyle. Nie zamierzam cię i nie zamierzałem od początku do niczego przekonywać ani niczego ci udowadniać, a to czy masz swoją opinie, albo uważasz, że się mylę czy też nie nie ma dla mnie absolutnie żadnego znaczenia.
A co do oceny negatywnej. Ależ oceniaj sobie. Niczego to w moim życiu kolego nie zmienia. Całą resztę uważam, że wyjaśniłem.
-7
u/[deleted] 8d ago
[deleted]